Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadaniówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadaniówka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lipca 2014

niezły pasztet (soczewica i słodycze)

Pasztet w stylu rimbi-rimbi.

Wykopany z czeluści elektronicznego bagażu z fotami, odłożony do opublikowania kiedyś - po zmianach - w czasach z czasem.

Wciąż aktualny i kiedyś do powtórzenia, bo wbrew obiegowej opinii, niektóre rzeczy mogą zdarzyć się dwa razy.

Wegański. Bez glutenu - bo ten ostatnimi czasy został wyrzucony z kuchni z głośnym hukiem.

I wcale nie z gastro hipsterskich pobudek. Te zostały wykluczone próbą zjedzenia frytek z polenty - karkołomną i nieudaną nawet z keczupem Włocławek. Da się je zjeść? SERIO?!

Pobudki zresztą ważne nie są, będzie glut gluten free, będzie nawet trochę surowo.

From TODAY. Cause sometimes shit gotta go my way.




Potrzeba Tobie do szczęścia:
  • szklanki czerwonej soczewicy
  • sporego kawałka r-imbiru (nawet 10cm jeśli lubisz dat HOT)
  • garści drobnych rodzynek
  • szczypty grubej soli morskiej do smaku
  • wody
  • gara
  • pieca i foremki keksowej lub dowolnej innej
  • papieru do pieczenia - dla drobiazgowych
Lentylki gotujesz w małej ilości wody.
Lekko solisz do smaku.

W tak grubo przereklamowanym międzyczasie obierasz r-imbir i ścierasz go na tarce o drobnych oczkach, zaraz potem dodajesz do soczewicy. Mieszasz, rozdrabniasz, trenujesz biceps. Próbujesz, czy Ci smakuje. Doprawiasz, tak jak lubisz. Możesz dodać trochę pieprzu, a możesz nie chillować dodając jeszcze chilli.

Osobiście lubię wersję sól + ogień z imbiru + słodycz z rodzynek, które dodajesz jak soczewica będzie już trochę rozgotowaną pastą. Przekładasz masę do naczynia wyłożonego papierem do pieczenia. Idealnie sprawdza się blaszka keksówka. Ale jak nie lubisz ideałów, a np. lubisz przypieczone brzegi - może to być nawet płaska blacha - kto Ci zabroni? ;)

Potem już tylko rozgrzewasz piec do 170C i pieczesz - ok 20-30min, aż wierzch elegancko się zarumieni, ale środek będzie jeszcze całkiem soczysty i po prostu mokry.

I jesz - jak ciasto, jak kotleta, jak pasztet na kanapce.
Z pikantym chutneyem, ze świeżymi warzywami.
Lub bez.



sobota, 1 lutego 2014

total ultra super placki & buraczany hummus

Naleśniki absolutne.
Absolutnie również naleśników nie przypominające.

Placki, wieloziarniste krążki lub inne kształty.
Połączenie kilku rodzajów mąki, ryżowego mleka, oleju i siemienia lnianego w proporcjach:
  • 1/2 kubka mąki kukurydzianej
  • 1/2 kubka mąki pszennej razowej
  • 1/2 kubka mąki orkiszowej
  • 1/2 kubka mąki owsianej
  • 1/2 kubka zmielonego uprzednio siemienia lnianego
  • 1/2 kubka dowolnego oleju roślinnego
  • 1 lub więcej kubka mleka ryżowego, owsianego lub takiego, jakie lubisz
  • 1/2 łyżeczki gruboziarnistej soli morskiej
  • chlust syropu klonowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
Które to mieszamy (wystarczy duża łyżka, żadne tam miksery) i smażymy formując małe placuchy o średnicy ok 10cm. Bez linijki. Małych wychodzi pewnie z dwadzieścia.

Przepis częściowo przywłaszczyłam od Scotta Jurka ("Jedz i biegaj"). Częściowo, bo szaleniec ten łączy mąk osiem zamiast czterech i dosypuje jeszcze kilka innych historii.

A że Karola do gotowania z przepisu zagonić raczej niełatwo, wiadomo. Że trzyma w domu dziesięć rodzajów mąki też. Ale najwyraźniej freak freak yo to jeszcze nie freak freak Jurek i nie każdą mąkę jeszcze mam.

Ale placki wyszły przednie. Z hummusem z pieczonymi burakami, który zawładnął mną na dobrych kilka dni. Od pierwszego looku w KUKBUKU do wdrożenia w życie trochę czasu minęło, odwrotnie proporcjonalnie do czaso od wdrożenia do zjedzenia. Tak.

Była:
  • szklanka / puszka ciecierzycy
  • ząbek czosnku
  • 1/3 szklanki zmielonego sezamu
  • łyżka kuminu
  • 4 małe upieczone w kawałkach (z oliwą) buraki
  • sól + pieprz
  • oliwa z kilku łyżek dla aksamitu w wersji gastro
Zmiksowane w kolejności: kumin + czosnek + sezam, do tego ciecierzyca + buraki + oliwa, doprawione na koniec solą i pieprzem.

Ole.


niedziela, 21 lipca 2013

pasta nie omasta i nie basta

Dobre na lato, dobre na piknik, na śniadanie jak i subtelny pstryczek w nos dla tych, którzy nadal nie dowierzają, że zdarza nam się jeść coś więcej niż trawę. Przygotowane na specjalną okazję w towarzystwie kuchennych superheroes dały niezły popis!

W podziękowaniu za wszystkie usłyszane wczoraj ciepłe słowa i pomruki zachwytu... kilka skróconych przepisów. Powszechnie wiadomo, że miarka jest mi raczej obcym przedmiotem, bezwzględnie za to ufam kubkom smakowym, nie tylko swoim, bynajmniej.



















Count Yo Blessings. A teraz policz do siedmiu, ale od prawej do lewej strony:















1. Soczewicowa - a właściwie kolejny niezły pasztet z czerwoną papryką i cebulą

A cebula też czerwona, bo czasami lubimy monchromy w kuchni. Cebul właściwie było kilka, a konkretnie połączyły się:
  • paczka (prawdopodobnie 400g.) ugotowanej czerwonej soczewicy; to mniej więcej tyle samo co 1,5 szklanki suchej
  • 3 małe czerwone cebule 
  • 3 zęby czosnku
  • 1 czerwona papryka
Soczewicę gotujemy w małej ilości wody, stale jej dolewając. Celem jest rozgotwanie lentylek  i odparowanie wody,  a w efekcie uzyskanie masy, której nie trzeba potem blendować. Trzeba więc stać przy garze i czasem trochę zamieszać w towarzystwie, bo to lubi przypały z garnkiem. Udaremniamy je więc skutecznie. Dosypujemy tylko trochę soli, lepiej nie w oko, a już na pewno nie w nasze.

Na drugej fajerce podsmażamy drobno pokrojoną cebulę i paprykę ze zmiażdżonym czosnkiem. 
Mieszamy z soczewicą, a potem:

a) zamykamy w słoiku i jemy, bo nie możemy już dłużej czekać
b) poświęcamy cenny czas i uszlachetniamy smak piekąc pasztet w foremce - przez jeszcze ok 30min. w temperaturze 200C


2. Słonecznikowa z kaparami, ale niezbyt kapryśna
  • ok. 1 szklanka namoczonych przez noc nasion słonecznika (nadmiar wody odsączamy)
  • 2-3 łyżeczki kaparów
  • świeżo mielona gruboziarnista sól morska
  • świeżo mielony pieprz
  • luv
Blendujemy na gładką masę lub zostawiamy część nasion w całości. Podczas blendowania dolewamy trochę wody, w innym wypadku posypią się wiórki lub trociny. Oliwa jest raczej zbędna, chyba że ktoś ma ochotę na super ciężki ciężar na chlebie.
A kapary? Kapary można dodać później. Całe dają potem bardziej wyrazisty, ale miejscowy smaczek. 

Ale tak naprawdę ta pasta jest genialna nawet bez dodatków w delikatnej wersji dla sofciarzy. 


3 i 7 (pożarte przez lwa). Hummusowe LOVE w wersji classic i curry

Uwielbienie dla wschodniej arabskiej pyszności ciągle nie ustaje. Kiedyś już o tym było, ale bedzie jeszcze o wersji classic. Najważniejsze są chęci, bo czasu trzeba trochę więcej niż na szybkie frytki na mieście.
  • upolowaną ciecierzycę moczymy przez dobrych kilka godzin, może być nawet cała noc
  • odsączamy z wody, zalewamy świeżą i gotujemy do miękkości; może to zająć od godziny do dwóch, w zależności od stopnia namoczenia ziaren
  • miękką blendujemy na gładką masę, dodając w odpowiednich proporcjach:
  • czosnek (1 ząbek na szklankę ugotowanej ciecierzycy)
  • kmin rzymski  (ok. łyżeczka na szklankę)
  • zmielony sezam, pastę tahini lub olej sezamowy (ok. łyżeczka na szklankę)
  • oliwę z oliwek (1-2 łyżki na szklankę)
  • sól - niezbyt wiele, hummus musi obezwładniać delikatnością

Ot co.


4. Słonecznikowa z suszonymi pomidorami
  • ok. 1 szklanka namoczonych przez noc nasion słonecznika (nadmiar wody odsączamy)
  • 1/3 słoika zmiksowanych suszonych pomidorów
  • świeżo mielona gruboziarnista sól morska
  • świeżo mielony pieprz
  • another piece of heart 
  • another piece of czosnek dla fanów

5. Oliwkowa z kaparami, może być też peściakiem aka pesto

To po prostu zblendowane nie na piankę, ale na drobne kawałeczki czarne oliwki i kapary. Z odrobiną oliwy i czosnkiem do smaku. As simple as easy.

6. Pomidorowa - która również redysponuje do tytułu peściaka debeściaka

Simple as easy vol. 2. Suszone pomidory zmiksowane z czosnkiem. Moja wielka miłość.



A teraz count yo blessings. Jeszcze raz. I jeszcze raz. 




niedziela, 23 czerwca 2013

śniadaniówka

Time to go or time to come back?

Trochę mnie tu nie było. I jakoś zawsze było bez wynurzeń - dlaczego tak, a nie inaczej. Talerz, lista i smacznego. I właściwie mogłoby tak zostać.

Setki zjedzonych w międzyczasie śledzi nie pójdą w zapomnienie, bo smak ich był, doprawdy, boski. Kilogramy zielonego sera i innych wędzonych pyszności również. Lubię te smaki. Jednak to weganizm daje mi kopa i kopę energii, fantazję w kuchni i poza nią, lekkość w brzuchu i lekkość umysłu.
Głęboko wierzę też, że to najzdrowsza z możliwych diet.

Dlatego dziś po raz wtóry mówię: dzień dobry i smacznego!

A na śniadanie zjadam pesto pietruszkowo - słonecznikowe z deserem, który mógłby samym śniadaniem zostać. Smoothie truskawkowo-jabłkowo-ananasowe zaspokoilo drugą część wilczego po-biegowego głodu.

Na peściaka przypadł pęczek pietruszki, garść słonecznika uprażonego na małym chluście oliwy, trochę grubo mielonej soli morskiej + 3min blendowania, nie na pastę bynajmniej!


Smooth criminal to z kolei ok. pół kilograma truskawek (najlepiej zimnych w ciepły dzień), kawałek świeżego ananasa + jabłko. I smak na lato. Aż wyjdzie słońce, jeśli akurat go nie ma.





piątek, 19 kwietnia 2013

dla głodnych

Dla ciągle głodnych wiosny, słońca,  długich dni i ciepłych nocy, ciepłego wiatru i letniej burzy. Odkurzonych rowerów. Pachnącej ziemi. Przeciwsłonecznych okularów. Dajcie więcej.

Cześć trampki i bluzy. Żegnajcie rajtuzy. Do widzenia swetry, płaszcze i kożuchy. Nie będzie płaczu nawet jeśli miałybyście odejść bezpowrotnie (o czym oczywiście potajemnie marzę).

W powietrzu jest miłość, mimo siłowych prób z przesileniem. Jest moc. Keep on lovin' dat.

A w kuchni dużo jedzenia! Powoli, ale konsekwentnie nadchodzi zieloność - nie tylko w kolorze, ale i w przesłaniu.

Jest jaglanka z awokado i suszonymi pomidorami. I w ogóle nie zielona, deserowa, pomarańczowo - daktylowa.

Są kanapki z pesto Oli i z młodym szpinakiem.

I pyszna rukola z kiełkami i jabłkiem.

Wszystko na swoim miejscu. I po kolei, w rządku, w żołądku i w porządku.

Zaczynamy od jaglanki, sposób ugotowania był standardowy, ale dodatki w postaci pokrojonego w sporą kostkę awokado i kilku (również pokrojonych) suszonych pomidorów robią robotę. Smak jest kremowy, delikatny, jednak z wyraźną zadrą soli z pomidorów i świeżo mielonego pieprzu, którym należy zwieńczyć dzieło.




















Wersja deserowo popisowa była ze świeżymi pomarańczami, daktylami i odrobiną miodu. Również delikatna, ale rzecz jasna w innym wymiarze. Prze-słodka.




















Kanapkowe pesto O-love z rukoli i migdałów może być również pesto pastowym, makaronowym :)
Pół dużej paki rukoli miksujemy z odrobiną oliwy i prażonymi na patelni ok. 10 migdałami.
Prościej być nie może. Od niedawna rozważam nawet wprowadzenie zasady 1+1 na stałe. Dwa składniki to pewnik głębi smaku. W imię zasady: life is simple. Z solą i pieprzemmmm.





















Młody szpinak poszedł natomiast w parze z wędzonym tofu, na prześcieradle z musztardy francuskiej, z dodatkiem białej cebuli i pomidora. Taka tam kanapka.



















A na końcu rukolowa królowa! Z słodkim sosem balsamico, smażonymi z solą morską kiełkami i jabłkiem. Oraz słodkim głosem tego typa. 




















Ciągle jestem głodna!



piątek, 1 lutego 2013

soczewicowa delight

Mieszanie słonego ze słodkim jest moim hobby. Jak zupa pomidorowa dla niektórych. Jak ciasto z kiełbasą dla tych samych lub innych. Jak słuchanie Jose Jamesa z zachwytem. Love, I already know.

Lub wyjadanie miękkich owoców z kompotu. Ale o kompocie gdzie indziej.

Past z soczewicy było wiele. Jeszcze więcej będzie, obiecuję. Dziś zjadłam taką, która wczoraj była nadzieniem ciasta francuskiego. Multizadaniowość lubimy ponad miarę, lubimy wracać do najlepszych smaków - i to szybko.

Więc soczewica (ok. 1 szklanki suchej) została wykąpana we wrzątku, przez minut kilkanaście, zanim zaczęła się rozpadać. Wrzątek był z dodatkiem soli i pieprzu. Tymczasem, w rondlu obok, prażyły i prężyły się na oliwie dwie cebule okrojone wcześniej w półtalarki i 3 średnie marchewki, starte na grubych okach tarki. Wtargnęło curry. I towarzystwo połączone z soczewicą dzieliło ogień jeszcze przez kilkanaście minut, dopóki nie zaczęło zmieniać się w pastową pastę. Po zdjęciu z ognia, dopomógł blender - niezbyt brutalny, złagodzony dodatkową dawką oliwy pozostawił kilka lentylków nienaruszonych. I pastę gotową do nałożenia na czarny chleb z orzechami i suszonymi owocami. Oj, zadziało się jeszcze z kiszoniakiem na dokładkę.








wtorek, 8 stycznia 2013

jaglanka na prezydenta

Niełatwo się z nią przyjaźnić, to fakt. Wymaga dużej kreatywności, wiele oczekuje. Ale bardzo wiele też daje. Na przykład zdrowie, w tych niepewnych czasach, gdy portal za portalem rozpisuje się na temat ataku grypy jakby była równie zaskakująca jak mróz zimą. Temat jest tematem.

Kończąc wywody o pogodzie, a przechodząc do rzeczy: na jaglankę po włosku pewnie nie wpadłabym sama. Nawiązywanie przyjaźni na słodko było lepsze niż bułka z miodem. Niestety lub stety okazuje się, że najkorzystniejsze działanie zdrowotne ma dieta bezcukrowa. Aż wstyd, że dziwi to przesiąkniętego kiedyś ścisłymi naukami biotechnologa.

Dobrze mieć przyjaciół. Poratują w chorobie. Umocnią w zdrowiu. Jaglankę na nowo polecą. Do jej optymalnego ugotowania zainspirują. Przytulą. Tu już chyba przesadziłam, na miłość do jedzenia!

Optymalne ugotowanie to dla mnie od niedawna zalanie kaszki zimną wodą, doprowadzenie do wrzenia i drżenia, pogotowanie przez minut około 5, a następnie zestawienie z ognia i cierpliwe czekanie aż dojdzie do siebie pod przykryciem z pokrywki. Jest wtedy bezwzględnie najlepsza.

To jeśli chcemy ją samą. Można lekko posolić.

W wersji urozmaiconej - na słono - dodaję (na samym początku) zioła włoskie, głównie oregano, które kocham. Oprócz tego suszone pomidory - suche jak susza lub oliwą w słoiku rozmiękczone. Oraz oliwki. Czorne. Oraz czule mieszam. Z kapką oliwy.

A gdy znowu potrzeba słodyczy... ostatnią słodką frajdą były dołożone do zestawu rodzynki, cynamon i pokruszone orzechy włoskie.

I to nie jest bajer.



czwartek, 3 stycznia 2013

good morning express

Jedno z najszybszych śniadań świata. Pyszna pasta na tostach to nie obciach.

Zwłaszcza ze świeżo pokrojonym warzywem i zieleniną. W opcji poniższej w pastę zmieniona została puszka białej fasolki, z odrobiną oliwy, solą i świeżo mielonym pieprzem. Posypana papryką w drobnej kosteczce i natką w pietruszeczce.

Mięsożercy też się rzucili. Ze spokojem.


niedziela, 9 grudnia 2012

ciecior - yo - karolkowa - pasta

Cudowna. Groch z Włoch i suszone pomidory stamtąd. Serce stąd. Woda z kranu, do namoczenia suchej cieciorki przez noc. Czasu sporo, choć czym jest godzina gotowania w skali wszechświata i długowieczności? Sól do garnka, nie w oko. I nie beczka, tylko do smaku podczas gotowania. Proporcje dowolne, w zależności od stopnia podjarania smakiem i możliwościami Pani C. Pomidorów nie za wiele, bo słone. Trochę oliwy, dla minimalnej gładkości. Miksowanie po ugotowaniu niedbałe, żeby kawałki groszku rozgryzać z pasją. Chleb razowy. Do tego kawa z mlekiem migdałowym. Niedziela :)

Here I am, Babe.



wtorek, 13 listopada 2012

z dyńki w jabłko

Czyli JAM session part two. Tym razem bardziej warzywnie, my się dyni nie boimy.
Trochę za to nadal boimy się zimy i egipskich ciemności w ciągu dnia (bynajmniej nie o ciepło tu chodzi!).

Więc zamykamy się na chwilę w domu, a w słoikach zamykamy to, co lubimy. Ażeby nie było zbyt słodko jednak, bo nadmiar cukru czasem szkodzi, dyniówencję łączymy z jabłkiem (słodkim i soczystym) i cynamonem.

Proporcje są dowolne, zasada jest jedna: pokrojone w kostkę obie składowe, podczas duszenia i przyprawiania muszą Ci smakować, muszą urywać kubki smakowe i wywoływać błaganie o jeszcze.

Moja wersja to 3:1, w opcji dynia vs. jabłko. Cynamonu duuuuża szczypta. I jeszcze trochę brown suga.
Gotowanie zajmuje dłuższą chwilę, także brown suga także tutaj.



niedziela, 11 listopada 2012

greenie babe

O tym jaki spokój daje zieleń - już było.

Że moje oczy zielonymi nie są też wiadomo.

Ale to nic nie znaczy. Nawet jeśli miałoby mieć znaczenie, to równie dobrze mogłoby go nie mieć.

Bo najlepsze rzeczy są proste jak zmiksowana puszka groszku, położona na chlebie i posypana curry.

Zjedzona w porannym słońcu.



niedziela, 4 listopada 2012

zasiali górale owies

Zasiali, hej! I ugotowali. Zebrali też jabłka z sadu i upiekli je z cynamonem i rodzynkami zajadając się ciepłymi dnia poprzedniego. Chłodne zjedli następnego dnia na śniadanie - z tym samym owsem, co go zasiali. Ale to było dobre. I żadnego znaczenia nie ma jak wyglądało - choć moim zdaniem, jak na jesień i te zgniłe liście wokół prezentuje się przednio.

Celem UPIECZENIA słodyczy dowolną ilość owoców:
  • myjemy
  • kroimy w poprzek na pół (czyli poziomo)
  • wydrążamy gniazda nasienne z góry i z dołu
  • w dołeczek wsypujemy rodzynki
  • posypujemy cynamonem
  • składamy połóweczki (czyli na dolną część nakładamy górną, z ogonkiem)
  • pieczemy nie dłużej niż 30min. w piekarniku o temperaturze ok. 200C - choć moim zdaniem może być mniej gorący
  • jemy jak górale dnia pierwszego
A potem górale meet big apple i niektórych z Big Big Apple. Pick up yo breakfast.


poniedziałek, 15 października 2012

peace in green peas

Kiedy mam nieodpartą ochotę na jajecznicę... natychmiast przypominam sobie, że nawet gdy ją jadałam, głównym składnikiem zawsze było coś innego. Na przykład groszek. Obowiązkowo cebula. Czasami kukurydza. I curry.

Dlatego też, kiedy wczoraj naszła mnie ochota na niedzielne śniadanie, spokój spłynął w zielonym groszku z cebulą i curry wlaśnie. Proporcje dobieramy wedle miłości do składników. Rozkochani w cebuli pewnie zrobią celulecznicę z dodatkiem groszku. Dla mnie jedna cebula na jedną puszkę zielonego jest idealna.

Głód zaspokojony!



czwartek, 6 września 2012

lato z porzeczkami

To nic, że lato idzie precz, nie oglądając się na boki, tym bardziej za siebie.

Pożeraczem porzeczek byłam jako dziecko - porzeczki z cukrem, zagryzione chlebem z masłem to jedno z silniejszych wspomnień smakowych. Lato u Babci Zeni. Drugie wspomnienie to ciasto drożdżowe, również z masłem, ale do tego - z kiełbasą. Tak samo pyszne jak dziwne.

Wróćmy lepiej do porzeczek... polane miodem, niedbale rozrzucone na jaglance (zimnej, ugotowanej al dente) zaszczyciły swoją obecnością mój poranny stół. I dały się pożreć. With whole lotta love.

środa, 5 września 2012

fasolowa jest połowa, druga połowa kiełkowa

Śniadaniać w domu obowiązkowym jest i cudnym zarazem.

Wszystko ma swoje priorytety.

Dziś rano kręcimy czerwoną fasolę - może być z puszki. MUSI natomiast być z kminkiem mielonym i ostrą papryką. Dobrze wypada w parze z kiełkami rzodkiewki i ogórkiem na czOrnym chlebie.

Tzw. krótka piłka. Mielimy i jemy. Nie mieląc przy tym językiem w słowotoku.

niedziela, 2 września 2012

mistrzyni jaglanka i gruszka zakochana w kokosie

Śniadanie mistrzów. Złocista ONA, czyli kasza, która nigdy nie kipi, tyle dobrego ma w sobie. Ugotowana al dente. W towarzystwie słonecznej przesłodkiej gruszki ze skórką, podzielonej na małe kawałeczki… Udekorowana słuszną łyżką gęstego, zimnego mleka kokosowego. 

Zjadana totalnie zmieszana i wymieszana lub z podziałem na role. Rola kokosa jest przy tym kluczowa. Mleko musi być śmietaną, zimną jak żadne z miejsc, w którym drzewo dające ten cudowny orzech rośnie. Rola gruszki jest subtelna, ale jej słodki sok daje wyraźny sygnał: miejsce Polska, system samowolka. Można zastąpić mnie brzoskwinią.